Futu.re to nowa, obszerna i ciężka powieść Dmitrija Głuchowskiego. Rosyjski pisarz ukazał w niej kuszącą antyutopię, w której ludzkość odkryła Świętego Graala. Człowiek pokonał wreszcie śmierć, a dokładniej – zatrzymał proces starzenia się komórek. To był dopiero początek kłopotów.

Głuchowski dał się poznać jako autor postapokaliptycznego Metra 2033. Pierwsza książka z serii stała się kanwą fikcyjnego uniwersum opowiadającego o losach ludzkości po nuklearnym holokauście. Twórca usunął się jednak nieco w cień, dając pole do popisu kolejnym autorom, a nawet odsprzedał prawa do tzw. egranizacji tytułu.

Głuchowski skupił się na innych projektach.

futu-re

Nowa książka zatytułowana w polskim tłumaczeniu Futu.re miała premierę w zeszłym tygodniu, czwartego marca. Tym razem wyjątkowo nie gnałem rozdział za rozdziałem, bo czytałem ją na spokojnie od połowy zeszłego miesiąca, pochłaniając powoli rozdział za rozdziałem. Chociaż zwykle beletrystykę potrafię połknąć w jedno popołudnie, ale Futu.re lepiej “męczyć” powoli.

Wolne tempo konsumowania lektury nie oznacza jednak, że powieść jest zła lub przeciętna. To lektura na tyle dobra, że aż szkoda pędzić z kolejnymi stronami na złamanie karku i zdecydowałem się nie czytać więcej, niż pół godziny dziennie, zaraz przed snem. Duży wpływ na tę decyzję miał bardzo gęsty klimat i kontrowersyjny bohater.

Futu.re przedstawia bardzo gorzką przyszłość.

W książce znów poznajemy świat przyszłości w interpretacji Głuchowskiego, ale różni się on od Metra jak tylko się da. Nadal mamy charakterystyczną i momentami chaotyczną narrację, ale autor pokazał, że gotów jest na zmianę realiów, wprowadzenie nowych bohaterów i nieco doroślejszą tematykę.

Fabuła osadzona jest kilkaset lat w przyszłości. Świat wiecznie młodych i wiecznie zdrowych ludzi, gdzie każdy wygląda na 30 lat, zdążył się już ukształtować. Ludzkość wypracowała też bardzo drakońskie zasady chroniące Ziemię przed największym zagrożeniem: przeludnieniem.

Czy ludzkość jest gotowa, by żyć wiecznie?

futu-re-schody

Kto chciałby egzystować w świecie, gdzie ludzie przemienili Ziemię w ekumenopolis, a wszystko – łącznie z jedzeniem – jest tylko imitacją prawdziwych przedmiotów? Wrażenie beznadziejności potęguje fakt, że książka napisana jest w pierwszoosobowej perspektywie.

Głuchowski bardzo umiejętnie czerpie z dorobku literatury science-fiction. Rok 1984 spotyka tutaj Łowcę Androidów, a do tego trudno doszukać się na kartach książki pozytywnych bohaterów. Z pewnością nie jest nim protagonista, którym targają żywe emocje i wręcz zwierzęce instynkty.

To nie jest młody i naiwny Artem o dobrym sercu z kart Metra 2033.

Głuchowski pozwala czytelnikowi wejść w głowę zgorzkniałego Jana, który w społeczeństwie przyszłości pełni rolę egzekutora. Na każde wezwanie przywdziewa maskę Apollina i razem z resztą oddziału Nieśmiertelnych karze “zastrzykiem śmiertelności” ludzi, którzy zdecydowali się spłodzić nielegalnie potomstwo.

Jedyną wspólną cechą Jana i wychowanego w metrze Artema jest umiejętność pakowania się w coraz to gorsze tarapaty, w których główną rolę sprawczą ma deus ex machina. Na tym jednak podobieństwa między tymi postaciami się kończą, a świat w Futu.re jest całkowitym przeciwieństwem Metra.

Tylko to nadal nie jest optymistyczna wizja.

futu-re-niebo

Paradoksalnie to w powieści, w której człowiek wygrał ze śmiercią, autorowi udało się zbudować znacznie bardziej gęsty klimat. Autor nie stroni też od mało dyskretnej satyry, a w zwierciadle Nieśmiertelnych pokazuje wady współczesnego świata, nie szczędząc cierpkich słów w stronę ojczystej Rosji.

W Futu.re pokazany jest świat, który nie potrzebuje już Boga, a człowiek pokonawszy największego wroga staje przed kolejnymi wyzwaniami. Co się stanie, gdy czas przestaje mieć już znaczenie? Czy bylibyśmy w stanie odnaleźć sens istnienia, czy jesteśmy skazani na syntetyczne szczęście w tabletkach?

Na uwagę zasługuje kampania promocyjna przygotowana na stronie internetowej o tym samym adresie, co tytuł książki – www.futu.re. W witrynie można zapoznać się z dwoma pierwszymi rozdziałami powieści, a dla czytelników przygotowano też szereg ilustracji i klimatycznych utworów muzycznych.

Czytając o powieści przed premierą spotkałem się z opinią, że “tak jak Metro 2033 pisał chłopiec, tak Futu.re pisał już mężczyzna”. To bardzo trafne spostrzeżenie, pod którym też mogę się podpisać.